Witaj mój drogi czytelniku! Nazywam się Mayu i mam szesnaście lat. Jestem ukochaną córką wszechmogącego władcy Gundalii- Barodiusa. I choć wydawać ci się może to głupie kiedy byłam mała mieszkałam na planecie znanej jako Ziemia. Żyłam wraz z pewną wspaniałą rodziną. Miałam "brata" Dana Kuso. To on nauczył mnie wszystkiego o bakuganach.B ył moim mistrzem. Teraz jestem o wiele silniejsza od niego i to się nie zmieni.Wracając do tematu Gundalii: Kiedy ukończę osiemnasty rok życia zostanę nową władczynią, ale najpierw muszę sobie znaleźć męża bo inaczej nici z moich planów. Na szczęście mam dwa lata przed sobą a do tego z moją urodą nie będzie ciężko znaleźć sobie tego jedynego!
Chociaż...Wszystko jest możliwe w moim zwariowanym życiu~
Rozdział 1
Siedząc obok mego ojca uważnie słuchałam jego rozmowy. Dyskutował z Kazariną na temat planu podboju Neathi. Już od paru miesięcy gadają tylko o tym. Wymyśliłam swój plan, który zagwarantowałby nam zwycięstwo, ale kto by tam słuchał jakiejś szesnastolatki? Przecież takie dziewczynki nie mają żadnego pojęcia o prowadzeniu wojen. One wolą ładne ciuszki i chłopców...Bzdura! Wiem więcej od nich wszystkich! Chociaż jeśli chodzi o chłopców...Eh, nie ważne.
-Sądzę panie, że powinniśmy ich zaatakować od frontu..-drążył temat mężczyzna siedzący na przeciwko mnie
-Głupiec...Przecież to takie przewidywalne. Zapewne czekają tam przygotowani- pomyślałam i skierowałam wzrok na pustą ścianę
-To zły pomysł Airzel...Oni będą tam na nas czekać
Ucieszyłam się w duchu. Przynajmniej mój tata nie jest debilem!
Posiedzenie rządu (bo tak nazywam takie spotkania) zakończyło się po godzinie. Oczywiście nic nie wymyślili. Co za nowość...
Idąc jednym z wielu korytarzy napotkałam Rena Krawlera mojego jedynego przyjaciela. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Witam panienkę!-wyszczerzył się ukazując swoje białe ząbki. Miał taki cudowny uśmiech
- Miło ciebie widzieć. Co słychać?
- A nic nowego...A u panienki? Jak tam "posiedzenie rządu"?-zaśmiał się cicho i zakrył usta ręką
- Te głąby...-warknęłam-Oni w ogóle nie mają o niczym pojęcia-westchnęłam cicho i pokręciłam głową.
- Dziwisz się jeszcze? A tak po za tym...słyszałaś o tym że Kazarina próbuje zostać twoją macochą?
- C-co?-na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Gdybym miała notes niczym ten z anime 'Death Note' pierwszą osobą, którą bym tam wpisała byłaby właśnie ta wstrętna krowa- Fu! Nie chcę mieć takiej idiotki w rodzinie!
Ren zaczął się śmiać. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Choćby nie wiem jak sprawa była poważna on zawsze mnie rozśmieszał.
- A właśnie... Masz już kogoś na oku?
- Nie..-mruknęłam-Mimo, że jest tu tyle przystojniaków żaden nie nadaje się na mojego małżonka, chociaż Glen... ugh nie ważne-machnęłam ręką i spojrzałam na wychodzącą właśnie z pokoju mego ojca Kazarinę. Posłałam jej wrogie spojrzenie i z powrotem spojrzałam na Rena. Miałam ochotę chwycić nóż i zrobić jej krzywdę. Po krótkiej chwili odetchnęłam, a Ren przerwał niezręczną ciszę:
-Rozumiem...No cóż muszę zmykać Mayu...-uśmiechnął się po czym ruszył przed siebie-Do zobaczenia później~
-Do zobaczenia...-wymamrotałam wpatrując się w plecy odchodzącego chłopaka.
Weszłam do swojego pokoju i przemieniłam się w ludzką formę. Usiadłam na łóżku i utkwiłam wzrok w szkarłatnej ścianie. Mam tutaj telewizor z którego rzadko kiedy korzystam bo jak wiadomo mam swoje zajęcia, a czasu nigdy nie wystarcza mi na wszystko.Usłyszałam pukanie do drzwi. Wyprostowałam się.
-Proszę wejść!-krzyknęłam i poprawiłam swoją niezbyt wygodną sukienkę.
Nagle do pokoju wszedł niewysoki, zielonowłosy chłopak, wyglądający na około piętnaście lat. Zdziwiło mnie to jednak nie powiedziałam niczego co mogłoby go urazić.
- Witam- ukłonił się teatralnie- Nazywam się Hydron i pochodzę z Vestalii- zielonowłosy podszedł do mnie i ucałował moją dłoń. Z momentem tego 'pocałunku' na mojej twarzy pojawił się wielki rumieniec- Przybywam tutaj w celu uświadomienia ci iż za parę tygodni zostaniesz moją żoną- uśmiechnął się nonszalancko
Usłyszawszy słowo "żoną" wstałam.
- Jak to? Kiedy to było ustalane?-mruknęłam zdezorientowana. Ojciec mi nic nie wspominał że znalazł mi kandydata, a po za tym nie widziałam nikogo obcego na naszym terenie...
-Miesiąc temu...Mój ojciec usłyszał że Gundalia chce podbić Neathię i zaoferował wam pomoc jednak...
-Nic nie wspomniał że haczykiem będzie złączenie nas by utworzyć silne królestwo...-dokończyłam i przewróciłam oczami- Mogłam się tego spodziewać
- Kazarina mówiła że jesteś totalną idiotką, a tutaj proszę jaka mądra dziewczynka!- zaśmiał się i skrzyżował ręce na piersi
A to wredota! Już ja się postaram żeby wylądowała w lochach i zginęła w potwornych męczarniach!
- Przykro mi Hydronie ale nie wyjdę za mężczyznę który jest młodszy ode mnie...-odwróciłam się do niego plecami- Wolałabym kogoś w swoim wieku albo starszego- liczyłam się z tym, że moje słowa mogły go skaleczyć
- I nie wyjdziesz za młodszego od siebie...Za tydzień kończę szesnaście lat- uśmiechnął się triumfalnie i zbliżył się do mnie. Objął mnie w tali i wyszeptał mi do ucha:
- Już niedługo...- jego ręka znajdowała się teraz bardzo niebezpiecznie blisko mojej lewej piersi- kochanie- zrobił malinkę na mojej szyi
Uśmiechnęłam się lekko i cicho zamruczałam.
- Hydronie...-odwróciłam się twarzą do niego- Mam nadzieję, że znajduję się na twojej liście gości- położyłam dłonie na jego barkach i uśmiechnęłam się lekko
- Jesteś gościem honorowym...-wolną dłoń położył na moim policzku. Po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku. Poczułam motylki w brzuchu. Ta sytuacja...była dość niezwykła- odkleiłam się od niego, a na mojej twarzy zagościł uroczy uśmiech- Nie mogę doczekać się naszego kolejnego spotkania...- wymamrotał i odsunął się ode mnie. Po raz ostatni spojrzeliśmy na siebie i Hydron wyszedł z sali. Opadłam na łóżko i przymknęłam oczy. Pozwoliłam, by mój umysł zalały myśli o moim nowym ukochanym...To była miłość od pierwszego wejrzenia.
-Barodius
-Kazarina
-Ren Krawler
-Airzel
-Hydron
