Nagle po moim ciele przebiegł zimny i jakże nieprzyjemny dreszcz. O co może mu chodzić? Zrobiłam ostatnio coś złego? Wlepiłam w niego swoje …. oczy czekając na złą wiadomość. Zabili kogoś? Zaręczyny zostały zerwane?
Mężczyzna stał w milczeniu starając się jakoś rozpocząć to co za chwilę miało ujrzeć światło
dzienne. Czułam się jakby specjalnie tak zwlekał tylko po to, żebym dostała jakiejś schizy. Usiadłam spięta na fotelu i spuściłam głowę w dół.
- Musisz uważać na tego chłopaka- mruknął Barodius i usiadł naprzeciwko mnie.- Nie znam go i ty również. Nie wiemy czy ma dobre zamiary co do twojej osoby.
- Tato…- mruknęłam zirytowana tym, że szybciej tego nie powiedział i złapałam się za głowę.- Musisz mnie tak straszyć? Myślałam, że coś się stało, a ty wyskakujesz z jakimiś swoimi obawami! Nie jest ważne m o j e dobro tylko dobro n a s z y c h poddanych, dobrze mówię?
Mężczyzna milczał co zirytowało mnie jeszcze bardziej, więc powtórzyłam swoje pytanie.
- Dobrze mówię?- warknęłam.
- Dobrze mówisz… ale nie pozwolę nikomu skrzywdzić ciebie, rozumiesz?- skrzyżował ręce na piersi i przyglądał mi się wyczekując jakiejkolwiek pozytywnej reakcji z mojej strony.
- Skoro nie chcesz, żeby ktoś mnie skrzywdził to czemu Sid jeszcze lata luzem po Gundalii?- mruknęłam i wstałam z fotela kierując się w stronę drzwi.
Spojrzałam kątem oka na mojego ojca. Nie spodziewał się czegoś takiego. Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Już miałam wychodzić, kiedy ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Oberwałam nimi w twarz i upadłam z hukiem na podłogę. Przeszył mnie ogromny ból. Opadły mi powieki; Czułam, że powoli zasypiam. Usłyszałam przerażony krzyk mojego ojca co sprawiło, że jeszcze na chwilę odzyskałam przytomność. Przede mną stała Kazarina, która wyglądała na zadowoloną ze swojego czynu. Wraz z tym obrazem zasnęłam.
~***~
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakimś czarnym pokoju, bez światła; Wstałam z zimnej podłogi i zaczęłam rozglądać się dookoła. To znaczy myślę, że się rozglądałam. Oczy mnie rozbolały od tego wpatrywania się w całkowitą pustkę. Nie wiem ile czasu minęło gdy rozległ się czyjś głos.
- Miło cię widzieć Mayu.
Znałam ten głos. Nie pamiętałam do kogo należał. Spróbowałam sobie przypomnieć., jednak za każdym razem to tylko powodowało straszny ból.
- Nie pamiętasz mnie?- spytał i w jednej chwili przede mną pojawiło się blade światło.
- Ja… nie pamiętam- wymamrotałam.
Poczułam się tak jakby ktoś przebijał moje ciało na wylot jakimś ostrzem. Jęknęłam i upadłam na ziemię. Podniosłam wzrok w stronę światełka, jednak w tym samym momencie ono zgasło. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciałam płakać. Starałam się to powstrzymać, ale moje próby tylko sprawiały, że płacz się potęgował. Co się ze mną dzieje?
- Ah, skąd możesz o mnie pamiętać skoro umarłem już tak dawno? Głos mi się w końcu też zmienił. Pozwól, że rozświetlę ci tą pustkę panującą w twoim umyśle. Jestem Eisaku Kazuyoshi.
Słysząc jak się nazywa uśmiechnęłam się. To był mój kochany Eisaku. On wciąż żyje. Nagle pokój rozświetlił się pełnym blaskiem. Wstałam ponownie z podłogi. Nie czułam już bólu. Przede mną stał czarnowłosy, blady chłopak wyższy ode mnie o głowę. Oczy miał ciemne i wydawało się, że przygaszone.
- Eisaku…- wymamrotałam wpatrując się w niego.
Chłopak uśmiechnął się ciepło i przytulił mnie. Tak brakowało mi go. Uwielbiałam momenty w których mnie przytulał. Zawsze był taki ciepły i to pozostało w nim niezmienne.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam powstrzymując się od płaczu.
- Przyszedłem cię ostrzec…
Ciąg dalszy nastąpi
kiedyś- Musisz uważać na tego chłopaka- mruknął Barodius i usiadł naprzeciwko mnie.- Nie znam go i ty również. Nie wiemy czy ma dobre zamiary co do twojej osoby.
- Tato…- mruknęłam zirytowana tym, że szybciej tego nie powiedział i złapałam się za głowę.- Musisz mnie tak straszyć? Myślałam, że coś się stało, a ty wyskakujesz z jakimiś swoimi obawami! Nie jest ważne m o j e dobro tylko dobro n a s z y c h poddanych, dobrze mówię?
Mężczyzna milczał co zirytowało mnie jeszcze bardziej, więc powtórzyłam swoje pytanie.
- Dobrze mówię?- warknęłam.
- Dobrze mówisz… ale nie pozwolę nikomu skrzywdzić ciebie, rozumiesz?- skrzyżował ręce na piersi i przyglądał mi się wyczekując jakiejkolwiek pozytywnej reakcji z mojej strony.
- Skoro nie chcesz, żeby ktoś mnie skrzywdził to czemu Sid jeszcze lata luzem po Gundalii?- mruknęłam i wstałam z fotela kierując się w stronę drzwi.
Spojrzałam kątem oka na mojego ojca. Nie spodziewał się czegoś takiego. Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Już miałam wychodzić, kiedy ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Oberwałam nimi w twarz i upadłam z hukiem na podłogę. Przeszył mnie ogromny ból. Opadły mi powieki; Czułam, że powoli zasypiam. Usłyszałam przerażony krzyk mojego ojca co sprawiło, że jeszcze na chwilę odzyskałam przytomność. Przede mną stała Kazarina, która wyglądała na zadowoloną ze swojego czynu. Wraz z tym obrazem zasnęłam.
~***~
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakimś czarnym pokoju, bez światła; Wstałam z zimnej podłogi i zaczęłam rozglądać się dookoła. To znaczy myślę, że się rozglądałam. Oczy mnie rozbolały od tego wpatrywania się w całkowitą pustkę. Nie wiem ile czasu minęło gdy rozległ się czyjś głos.
- Miło cię widzieć Mayu.
Znałam ten głos. Nie pamiętałam do kogo należał. Spróbowałam sobie przypomnieć., jednak za każdym razem to tylko powodowało straszny ból.
- Nie pamiętasz mnie?- spytał i w jednej chwili przede mną pojawiło się blade światło.
- Ja… nie pamiętam- wymamrotałam.
Poczułam się tak jakby ktoś przebijał moje ciało na wylot jakimś ostrzem. Jęknęłam i upadłam na ziemię. Podniosłam wzrok w stronę światełka, jednak w tym samym momencie ono zgasło. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciałam płakać. Starałam się to powstrzymać, ale moje próby tylko sprawiały, że płacz się potęgował. Co się ze mną dzieje?
- Ah, skąd możesz o mnie pamiętać skoro umarłem już tak dawno? Głos mi się w końcu też zmienił. Pozwól, że rozświetlę ci tą pustkę panującą w twoim umyśle. Jestem Eisaku Kazuyoshi.
Słysząc jak się nazywa uśmiechnęłam się. To był mój kochany Eisaku. On wciąż żyje. Nagle pokój rozświetlił się pełnym blaskiem. Wstałam ponownie z podłogi. Nie czułam już bólu. Przede mną stał czarnowłosy, blady chłopak wyższy ode mnie o głowę. Oczy miał ciemne i wydawało się, że przygaszone.
- Eisaku…- wymamrotałam wpatrując się w niego.
Chłopak uśmiechnął się ciepło i przytulił mnie. Tak brakowało mi go. Uwielbiałam momenty w których mnie przytulał. Zawsze był taki ciepły i to pozostało w nim niezmienne.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam powstrzymując się od płaczu.
- Przyszedłem cię ostrzec…
Od autorki:
Na wstępie chciałabym przeprosić, za to że ten post jest tak krótki c':
Jak zauważyliście zaczęłam urywać rozdziały w prawdopodobnie najciekawszych momentach (pfy fabuła nie zdążyła się nawet rozkręcić XD). Czym to jest spowodowane? Często brakiem pomysłu i czasu. Piszę szybko, by zapełnić jakoś te luki czasowe. Mam sporo pracy u siebie; A to muszę myśleć o nowym poście na drugiego bloga, a to zastanawiam się jak poprawić jakiś tekst, a tu poprawiam jakiś swój nie za ładny rysunek~ Chyba rozumiecie o co mi chodzi.
Ostatnio zastanawiałam się nad stworzeniem jakiegoś nowego opowiadania na tego oto bloga, jednak nie wiem czy ten pomysł wypali. Poczekamy i zobaczymy co z tego wyniknie~
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał.
Do zobaczenia za jakiś czas~
