sobota, 25 lipca 2015

Bakugan!: Historia Młodej Wojowniczki

Rozdział 3
Nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się koło szóstej rano wtulona w poduszkę. Rozejrzałam się dookoła zaspana w poszukiwaniu swojego bakugana, jednak nigdzie go nie było. Znowu gdzieś poleciał. Oby niedługo wrócił, bo nie mam ochoty spędzić kolejnego dnia bez niego. Wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę garderoby. Musiałam jak najszybciej doprowadzić swój wygląd do perfekcji- w końcu kto chciałby zobaczyć księżniczkę w takim stanie? Zdjęłam z wieszaka śnieżnobiałą, jedwabną sukienkę. W tym samym momencie przed oczami stanął mi widok tamtego pamiętnego dnia. Ojciec wręczył mi ją od razu gdy tutaj przybyłam. Umilił mi tamten koszmar właśnie tym prezentem.
Odłożyłam sukienkę na miejsce, a następnie zrzuciłam z siebie pogniecione ubrania i wrzuciłam je do kosza na brudną odzież. Otworzyłam drzwi znajdujące się po mojej prawej i szybko weszłam do łazienki natychmiastowo zamykając za sobą drzwi. Odkręciłam kurek, zdjęłam bieliznę i wślizgnęłam się pod prysznic. Zadrżałam czując jak zimne krople wody spływają po moim ciele. Po chwili woda zrobiła się ciepła, więc nie czekając dłużej namydliłam starannie ciało.
- O sore mo shirazu ni haikara kakumei...- cicho podśpiewywałam spłukując się.
Zakręciłam kurek i wyszłam z kabiny od razu chwytając ręcznik. Delikatnie wytarłam swoje ciało, po czym owinęłam się nim i wyszłam z łazienki. Zdjęłam z wieszaka przygotowaną sukienkę i od razu ją nałożyłam. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę wejść!- zarządziłam i nie przejmując się zbytnio kim jest mój 'gość' zachwycałam się materiałem z której wykonano ten prezent.
- Księżniczko...
- O! Miło cię widzieć Ren- uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka i zaczęłam rozczesywać swoje włosy.- Coś się stało?
- Nie, nic. To znaczy....- urwał przyglądając się mi z czerwoną twarzą.
- Hm...?- mruknęłam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Księżniczko... zapomniałaś chyba włożyć bieliznę.
Zażenowana tą sytuacją i równie czerwona co on wbiegłam do łazienki, zdjęłam ubranie, nałożyłam bieliznę i ponownie włożyłam sukienkę.
- Nie mogłeś powiedzieć tego wcześniej?!- wrzasnęłam i zirytowana wróciłam do pokoju.
- Masz szczęście, że Sid tego nie widział...- zaśmiał się cicho Ren siadając na łóżku.- A wracając do tego co miałem ci powiedzieć.... Jedziesz dzisiaj z ojcem do Vestalii odwiedzić tego Hydrona.
- To wspaniale!- klasnęłam dłońmi i usiadłam obok niego.- O której godzinie? Czy ten strój jest dobry? A co jeśli coś schrzanie na tym spotkaniu?- zalałam Krawlera falą niekończących się pytań.
Już chłopak miał odpowiedzieć gdy do pokoju bez pukania wparował Sid. Skrzywiłam się na jego widok. Blondyn zauważywszy to uśmiechnął się szyderczo.
- Wybaczcie, że wam przerywam tą jakże romantyczną chwilę, ale masz się Mayu stawić obowiązkowo w komnacie ojca. Masz pięć minut inaczej mam cię tam przyprowadzić siłą, a znając ciebie nie chcesz tego- puścił mi oczko i wyszedł z pokoju oczywiście jak to on nie zamykając za sobą drzwi.
Dupek jeden. Na początku wydawał się całkiem sympatyczny. Pozory jednak mylą. Westchnęłam i podniosłam się ociężale.
- To do zobaczenia później Ren- posłałam białowłosemu ciepły uśmiech i skierowałam się w wyznaczone miejsce.
- Do zobaczenia...
Szybkim krokiem kroczyłam długim korytarzem. Chciałam jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Nie miałam ochoty na towarzystwo Sida. Nie teraz, nie dzisiaj. Po prostu nie może mi zepsuć tego dnia. Oczywiście kto by tam się słuchał tego co mówię. Dzięki ci Eisaku*, jak zwykle mnie zawiodłeś. Blondyn chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Po co się tak spieszyć? Masz jeszcze cztery minuty! Spożytkuj je jakoś... Na przykład ze mną.- na jego twarzy widniał ten okropny uśmiech. Nienawidziłam go z całego serca.
-  Puść mnie Sid...- warknęłam i wyrwałam dłoń z jego uścisku. Zaczęłam biec w stronę komnaty swojego ojca i zanim chłopak mnie dogonił wbiegłam do środka zamykając za sobą ogromne, żelazne drzwi.
Odetchnęłam z ulgą i rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu było dość ciemno. Chwilę mi zajęło przyzwyczajenie się do tak słabego oświetlenia.
- Sid cię znowu dręczy?- roześmiał się mój ojczulek wstając z fotela.
- Eh, tak. I to jak.- podeszłam do niego i przytuliłam go.- Zrobisz coś z nim? Proszę!
- Zobaczę co da się zrobić...- objął mnie i wtulił w siebie nie zważając na to, że metalowy akcent jego ubioru wżyna mi się w policzek. Mało brakowało, a rozciął by mi niechcący skórę.
Wyswobodziłam się z uścisku i spojrzałam na niego.
- A więc... o co chodziło?
Mężczyzna westchnął i w ułamku sekundy spoważniał.
- Posłuchaj...
Ciąg dalszy nastąpi... kiedyś

* Eisaku Kazuyoshi- stary przyjaciel Mayu z dzieciństwa. Pewnego dnia oboje bawili się na dworze gdy zaatakował ich starszy mężczyzna z bronią. Eisaku obronił dziewczynę i kazał jej uciekać. Mężczyzna okaleczył go i uciekł z miejsca zdarzenia (jak dotąd go nie złapano). Chłopak po tamtym dniu trafił do szpitala w ciężkim stanie. Białowłosą wstrząsnęło to. Na dzień przed śmiercią chłopak powiedział jej, że zawsze będzie przy niej, żeby po jego śmierci traktowała go jak swoje bóstwo opiekuńcze i zwracała się do niego z przeróżnymi prośbami. Obiecał, że każdą z nich spełni.

~***~
Witam.
Przepraszam tych którzy czytają to coś za tak długą nieobecność. Po prostu zapomniałam, że to jeszcze istnieje XD, a po za tym przeniosłam się na inny blog:
Postaram się jak najszybciej napisać kolejny rozdział.
To do zobaczenia niedługo!