sobota, 8 sierpnia 2015

Bakugan!: Historia Młodej Wojowniczki!

Rozdział 4

Nagle po moim ciele przebiegł zimny i jakże nieprzyjemny dreszcz. O co może mu chodzić? Zrobiłam ostatnio coś złego? Wlepiłam w niego swoje …. oczy czekając na złą wiadomość. Zabili kogoś? Zaręczyny zostały zerwane?
Mężczyzna stał w milczeniu starając się jakoś rozpocząć to co za chwilę miało ujrzeć światło
dzienne. Czułam się jakby specjalnie tak zwlekał tylko po to, żebym dostała jakiejś schizy. Usiadłam spięta na fotelu i spuściłam głowę w dół.
- Musisz uważać na tego chłopaka- mruknął Barodius i usiadł naprzeciwko mnie.- Nie znam go i ty również. Nie wiemy czy ma dobre zamiary co do twojej osoby.
- Tato…- mruknęłam zirytowana tym, że szybciej tego nie powiedział i złapałam się za głowę.- Musisz mnie tak straszyć? Myślałam, że coś się stało, a ty wyskakujesz z jakimiś swoimi obawami! Nie jest ważne m o j e dobro tylko dobro n a s z y c h poddanych, dobrze mówię?
Mężczyzna milczał co zirytowało mnie jeszcze bardziej, więc powtórzyłam swoje pytanie.
- Dobrze mówię?- warknęłam.
- Dobrze mówisz… ale nie pozwolę nikomu skrzywdzić ciebie, rozumiesz?- skrzyżował ręce na piersi i przyglądał mi się wyczekując jakiejkolwiek pozytywnej reakcji z mojej strony.
- Skoro nie chcesz, żeby ktoś mnie skrzywdził to czemu Sid jeszcze lata luzem po Gundalii?- mruknęłam i wstałam z fotela kierując się w stronę drzwi.
Spojrzałam kątem oka na mojego ojca. Nie spodziewał się czegoś takiego. Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Już miałam wychodzić, kiedy ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Oberwałam nimi w twarz i upadłam z hukiem na podłogę. Przeszył mnie ogromny ból. Opadły mi powieki; Czułam, że powoli zasypiam. Usłyszałam przerażony krzyk mojego ojca co sprawiło, że jeszcze na chwilę odzyskałam przytomność. Przede mną stała Kazarina, która wyglądała na zadowoloną ze swojego czynu. Wraz z tym obrazem zasnęłam.

                                                                         ~***~
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakimś czarnym pokoju, bez światła; Wstałam z zimnej podłogi i zaczęłam rozglądać się dookoła. To znaczy myślę, że się rozglądałam. Oczy mnie rozbolały od tego wpatrywania się w całkowitą pustkę. Nie wiem ile czasu minęło gdy rozległ się czyjś głos.
- Miło cię widzieć Mayu.
Znałam ten głos. Nie pamiętałam do kogo należał. Spróbowałam sobie przypomnieć., jednak za każdym razem to tylko powodowało straszny ból.
- Nie pamiętasz mnie?- spytał i w jednej chwili przede mną pojawiło się blade światło.
- Ja… nie pamiętam- wymamrotałam.
Poczułam się tak jakby ktoś przebijał moje ciało na wylot jakimś ostrzem. Jęknęłam i upadłam na ziemię. Podniosłam wzrok w stronę światełka, jednak w tym samym momencie ono zgasło. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciałam płakać. Starałam się to powstrzymać, ale moje próby tylko sprawiały, że płacz się potęgował. Co się ze mną dzieje?
- Ah, skąd możesz o mnie pamiętać skoro umarłem już tak dawno? Głos mi się w końcu też zmienił. Pozwól, że rozświetlę ci tą pustkę panującą w twoim umyśle. Jestem Eisaku Kazuyoshi.
Słysząc jak się nazywa uśmiechnęłam się. To był mój kochany Eisaku. On wciąż żyje. Nagle pokój rozświetlił się pełnym blaskiem. Wstałam ponownie z podłogi. Nie czułam już bólu. Przede mną stał czarnowłosy, blady chłopak wyższy ode mnie o głowę. Oczy miał ciemne i wydawało się, że przygaszone.
- Eisaku…- wymamrotałam wpatrując się w niego.
Chłopak uśmiechnął się ciepło i przytulił mnie. Tak brakowało mi go. Uwielbiałam momenty w których mnie przytulał. Zawsze był taki ciepły i to pozostało w nim niezmienne.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam powstrzymując się od płaczu.
- Przyszedłem cię ostrzec…
Ciąg dalszy nastąpi kiedyś

Od autorki:
Na wstępie chciałabym przeprosić, za to że ten post jest tak krótki c':
Jak zauważyliście zaczęłam urywać rozdziały w prawdopodobnie najciekawszych momentach (pfy fabuła nie zdążyła się nawet rozkręcić XD). Czym to jest spowodowane? Często brakiem pomysłu i czasu. Piszę szybko, by zapełnić jakoś te luki czasowe. Mam sporo pracy u siebie; A to muszę myśleć o nowym poście na drugiego bloga, a to zastanawiam się jak poprawić jakiś tekst, a tu poprawiam jakiś swój nie za ładny rysunek~ Chyba rozumiecie o co mi chodzi.
Ostatnio zastanawiałam się nad stworzeniem jakiegoś nowego opowiadania na tego oto bloga, jednak nie wiem czy ten pomysł wypali. Poczekamy i zobaczymy co z tego wyniknie~
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał.
Do zobaczenia za jakiś czas~

sobota, 25 lipca 2015

Bakugan!: Historia Młodej Wojowniczki

Rozdział 3
Nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się koło szóstej rano wtulona w poduszkę. Rozejrzałam się dookoła zaspana w poszukiwaniu swojego bakugana, jednak nigdzie go nie było. Znowu gdzieś poleciał. Oby niedługo wrócił, bo nie mam ochoty spędzić kolejnego dnia bez niego. Wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę garderoby. Musiałam jak najszybciej doprowadzić swój wygląd do perfekcji- w końcu kto chciałby zobaczyć księżniczkę w takim stanie? Zdjęłam z wieszaka śnieżnobiałą, jedwabną sukienkę. W tym samym momencie przed oczami stanął mi widok tamtego pamiętnego dnia. Ojciec wręczył mi ją od razu gdy tutaj przybyłam. Umilił mi tamten koszmar właśnie tym prezentem.
Odłożyłam sukienkę na miejsce, a następnie zrzuciłam z siebie pogniecione ubrania i wrzuciłam je do kosza na brudną odzież. Otworzyłam drzwi znajdujące się po mojej prawej i szybko weszłam do łazienki natychmiastowo zamykając za sobą drzwi. Odkręciłam kurek, zdjęłam bieliznę i wślizgnęłam się pod prysznic. Zadrżałam czując jak zimne krople wody spływają po moim ciele. Po chwili woda zrobiła się ciepła, więc nie czekając dłużej namydliłam starannie ciało.
- O sore mo shirazu ni haikara kakumei...- cicho podśpiewywałam spłukując się.
Zakręciłam kurek i wyszłam z kabiny od razu chwytając ręcznik. Delikatnie wytarłam swoje ciało, po czym owinęłam się nim i wyszłam z łazienki. Zdjęłam z wieszaka przygotowaną sukienkę i od razu ją nałożyłam. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę wejść!- zarządziłam i nie przejmując się zbytnio kim jest mój 'gość' zachwycałam się materiałem z której wykonano ten prezent.
- Księżniczko...
- O! Miło cię widzieć Ren- uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka i zaczęłam rozczesywać swoje włosy.- Coś się stało?
- Nie, nic. To znaczy....- urwał przyglądając się mi z czerwoną twarzą.
- Hm...?- mruknęłam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Księżniczko... zapomniałaś chyba włożyć bieliznę.
Zażenowana tą sytuacją i równie czerwona co on wbiegłam do łazienki, zdjęłam ubranie, nałożyłam bieliznę i ponownie włożyłam sukienkę.
- Nie mogłeś powiedzieć tego wcześniej?!- wrzasnęłam i zirytowana wróciłam do pokoju.
- Masz szczęście, że Sid tego nie widział...- zaśmiał się cicho Ren siadając na łóżku.- A wracając do tego co miałem ci powiedzieć.... Jedziesz dzisiaj z ojcem do Vestalii odwiedzić tego Hydrona.
- To wspaniale!- klasnęłam dłońmi i usiadłam obok niego.- O której godzinie? Czy ten strój jest dobry? A co jeśli coś schrzanie na tym spotkaniu?- zalałam Krawlera falą niekończących się pytań.
Już chłopak miał odpowiedzieć gdy do pokoju bez pukania wparował Sid. Skrzywiłam się na jego widok. Blondyn zauważywszy to uśmiechnął się szyderczo.
- Wybaczcie, że wam przerywam tą jakże romantyczną chwilę, ale masz się Mayu stawić obowiązkowo w komnacie ojca. Masz pięć minut inaczej mam cię tam przyprowadzić siłą, a znając ciebie nie chcesz tego- puścił mi oczko i wyszedł z pokoju oczywiście jak to on nie zamykając za sobą drzwi.
Dupek jeden. Na początku wydawał się całkiem sympatyczny. Pozory jednak mylą. Westchnęłam i podniosłam się ociężale.
- To do zobaczenia później Ren- posłałam białowłosemu ciepły uśmiech i skierowałam się w wyznaczone miejsce.
- Do zobaczenia...
Szybkim krokiem kroczyłam długim korytarzem. Chciałam jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Nie miałam ochoty na towarzystwo Sida. Nie teraz, nie dzisiaj. Po prostu nie może mi zepsuć tego dnia. Oczywiście kto by tam się słuchał tego co mówię. Dzięki ci Eisaku*, jak zwykle mnie zawiodłeś. Blondyn chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Po co się tak spieszyć? Masz jeszcze cztery minuty! Spożytkuj je jakoś... Na przykład ze mną.- na jego twarzy widniał ten okropny uśmiech. Nienawidziłam go z całego serca.
-  Puść mnie Sid...- warknęłam i wyrwałam dłoń z jego uścisku. Zaczęłam biec w stronę komnaty swojego ojca i zanim chłopak mnie dogonił wbiegłam do środka zamykając za sobą ogromne, żelazne drzwi.
Odetchnęłam z ulgą i rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu było dość ciemno. Chwilę mi zajęło przyzwyczajenie się do tak słabego oświetlenia.
- Sid cię znowu dręczy?- roześmiał się mój ojczulek wstając z fotela.
- Eh, tak. I to jak.- podeszłam do niego i przytuliłam go.- Zrobisz coś z nim? Proszę!
- Zobaczę co da się zrobić...- objął mnie i wtulił w siebie nie zważając na to, że metalowy akcent jego ubioru wżyna mi się w policzek. Mało brakowało, a rozciął by mi niechcący skórę.
Wyswobodziłam się z uścisku i spojrzałam na niego.
- A więc... o co chodziło?
Mężczyzna westchnął i w ułamku sekundy spoważniał.
- Posłuchaj...
Ciąg dalszy nastąpi... kiedyś

* Eisaku Kazuyoshi- stary przyjaciel Mayu z dzieciństwa. Pewnego dnia oboje bawili się na dworze gdy zaatakował ich starszy mężczyzna z bronią. Eisaku obronił dziewczynę i kazał jej uciekać. Mężczyzna okaleczył go i uciekł z miejsca zdarzenia (jak dotąd go nie złapano). Chłopak po tamtym dniu trafił do szpitala w ciężkim stanie. Białowłosą wstrząsnęło to. Na dzień przed śmiercią chłopak powiedział jej, że zawsze będzie przy niej, żeby po jego śmierci traktowała go jak swoje bóstwo opiekuńcze i zwracała się do niego z przeróżnymi prośbami. Obiecał, że każdą z nich spełni.

~***~
Witam.
Przepraszam tych którzy czytają to coś za tak długą nieobecność. Po prostu zapomniałam, że to jeszcze istnieje XD, a po za tym przeniosłam się na inny blog:
Postaram się jak najszybciej napisać kolejny rozdział.
To do zobaczenia niedługo!

niedziela, 11 stycznia 2015

Bakugan!: Historia Młodej Wojowniczki

Rozdział 2
Nie potrafiłam zasnąć. Cały czas widziałam Dana. Stał i śmiał się wraz z Marucho, Julie, Runo i Shunem. Wciąż byłam na siebie wściekła, że ich zostawiłam, tak bez pożegnania.Wpatrywałam się uporczywie w swojego bakugana. Tiger milczał od paru dni. Obraził się na mnie? Na to wychodzi...
- Tiger...-wymamrotałam-Odezwij się, proszę
W odpowiedzi uzyskałam tylko stukot czyiś butów. Podniosłam się i podeszłam do drzwi. Wyjrzałam przez szparkę, by sprawdzić kto to.
- Sid...?-mruknęłam i stanęłam przed nim-Co tu robisz o takiej porze?
Chłopak przeczesał ręką swoje włosy i cicho się zaśmiał.
-A czemu księżniczka jeszcze nie śpi?-skrzyżował ręce a jego wzrok powędrował na moje piersi.
-Nie jestem zmęczona...-cicho westchnęłam i tyknęłam go w nos-Wiesz przecież, że nie jesteś godny na to by patrzeć na królewskie piersi-zachichotałam i oparłam się o ścianę nie spuszczając wzroku z chłopaka
-Oj tam...-machnął ręką, którą potem oparł na ścianie tuż przy mojej głowie-Zawsze mogę zostać twoim kochankiem i nic by się nie stało...-jego usta były niebezpiecznie blisko moich. Odepchnęłam go od siebie i pokręciłam głową.
-Nie ma mowy...-mruknęłam i podniosłam wzrok na niego-Nie jestem typem kobiety, która zdradza swojego małżonka
Otworzyłam drzwi do pokoju i już miałam do niego wejść gdy chłopak złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Grasz tylko taką niedostępną...-uśmiechnął się szyderczo i pocałował mnie w usta. Otworzyłam szeroko oczy i z całej siły ponownie odepchnęłam go od siebie.
-Jak śmiesz?-warknęłam i weszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi-Debil...-mruknęłam i usiadłam na łóżku.
Skierowałam wzrok na małą, czarno-fioletową kulkę, która leżała na stoliku obok mojego łóżka. Wyciągnęłam w jej stronę rękę, którą po chwili cofnęłam.
-Mayu...Nie wybaczę ci tego, że nie dałaś mi się pożegnać z Tigrerą-rozbrzmiał się męski głos. Tak...Głos mojego bakugana-Wiedziałaś jak mi na niej zależy!
-Ja...przepraszam...- wymamrotałam, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza-Nie chciałam tego...Ale mój ojciec
- Barodius?-mruknął- Wiesz, że Dan się załamał po tym wszystkim?
Głośno westchnęłam i starałam się nie rozkleić. Kochałam go jak rodzonego brata. Gdyby nie to, że ojciec przysłał Airzela i Kazarinę to zdążyłabym powiedzieć im chociaż 'żegnajcie'.
Przyciągnęłam kolana do brody i spuściłam głowę.
- Tiger...Przecież wiesz, że nie miałam jak się z nimi spotkać. Kazarina i Airzel...Oni mnie wrzucili siłą do statku po czym przenieśliśmy się tutaj...Co ja miałam niby zrobić?-spojrzałam na niego szklanymi oczami.
-Dobrze...uspokój się...-wymamrotał po czym usiadł na moim ramieniu- Wybacz, że poruszyłem ten temat, ale to było silniejsze...
-Nic się nie stało-przerwałam mu i delikatnie się uśmiechnęłam-Zapomnijmy o tym...Teraz powinniśmy zająć się sprawą Neathi-westchnęłam i padłam na łóżko strącając tym samym Tigera z mojego ramienia.
-Ej!-mruknął niezadowolony i wygrzebał się ze szczeliny w którą wpadł-Następnym razem uważaj!
-Dobrze-zaśmiałam się cicho i ułożyłam się wygodnie na brzuchu. Dalej się w niego wpatrywałam swoimi dużymi, zielonymi oczami-A więc...
-A więc jak podoba ci się ten Hydron?
Zalałam się rumieńcem i szybko odwróciłam wzrok. Milczałam przez chwilę.
-Może być...Jest całkiem przystojny-stwierdziłam i przymknęłam oczy-Czemu o niego pytasz?
-Tak sobie...-zaśmiał się

_______________________________________
Sid:
Sid

sobota, 10 stycznia 2015

#1 ShiroixJeff

 Siedziałam na swoim łóżku pisząc coś na laptopie.Było grubo po północy.Wszyscy w domu już spali,tylko nie ja.Miałam się spotkać z kimś dla mnie ważnym.Obiecał, że się zjawi.Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch.Oderwałam wzrok od ekranu i spojrzałam na okno.Po chwili uśmiechnęłam się i otworzyłam je wpuszczając przy tym chłopaka do środka.Zamknęłam za nim okno po czym upewniłam się że nikt go nie widział.Znów spojrzałam na niego.Chłopak trzymał nóż w dłoni i niebezpiecznie się do mnie zbliżył.Cicho się zaśmiałam po czym odłożyłam laptopa na bok.
-Jeff, skarbie wiesz, że się Ciebie nie boję?-przekrzywiłam lekko głowę w bok uporczywie wpatrując się w ciemne oczy chłopaka, wyczekując przy tym odpowiedzi, której z początku nie uzyskałam.Jeff przyłożył nóż do mojej klatki piersiowej po czym szeroko się uśmiechnął.Chyba się uśmiechał, tak mi się przynajmniej zdawało.
-Wiem to kotku.Przypominam ci, że Ty i twoje serce należycie tylko i wyłącznie do mnie-mówiąc to chłopak nachylił się nade mną po czym pocałował mnie w usta.Odwzajemniłam to po czym rękami oplotłam jego szyję.Usłyszałam brzdęk upuszczonego noża, a po chwili poczułam ciepło na swojej tali.Wtuliłam się w pierś chłopaka i pociągnęłam go w swoją stronę sprawiając przy tym, że chłopak upadł na łóżko.Zamruczałam cicho odklejając się od jego ust.Szybko odwróciłam wzrok lekko zarumieniona.Dawno nie spędzałam tak miło czasu z moim małym zabójcą
-Shiroi, kochajmy się tu i teraz-kiedy to usłyszałam zrobiłam się cała czerwona na twarzy.Z początku nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą powiedział.Kocham go, ale jestem za młoda na coś takiego, o wiele za młoda.Co prawda mam ukończone szesnaście lat, ale sami rozumiecie...
-Shiroi proszę...Wiesz jak mocno cię kocham-chłopak zaczął całować mnie po szyji.To było takie przyjemne uczucie, że aż ciężko było mu odmówić, ale stop! Shiroi weź się w garść! Przecież gdy mu odmówisz nie zostawi ciebie! Starałam się odciągnąć od myśli powiedzenia:Tak Jeff zróbmy to.Powoli zaczęłam przegrywać i już już miałam odpowiedzieć:Nie gdy chłopak położył ręce na moich piersiach.Zacisnęłam powieki i odwróciłam twarz w przeciwnym kierunku.                                       
-Jeff...Nie jestem na to gotowa-wymamrotałam bojąc się, że chłopak się zezłości.Ku mojemu zdziwieniu od razu zabrał ręce i ucałował mój policzek.                
-Skoro tak chcesz-uśmiechnął się ciepło do mnie po czym wygodnie ułożył się obok mnie.Odwróciłam się twarzą do niego i przytuliłam go.
Zamknęłam oczy, a Jeff głaskał mnie po głowie.Nie rozumiem niektórych ludzi.Czemu ani się go boją? Przecież jest taki uroczy, no i śliczny
-Jeff kiedy będę mogła zamieszkać z tobą?-otworzyłam oczy i uniosłam wzrok by mu się przyjrzeć.Co prawda chłopak miał rozcięte kącik ust,co przeszkadzało innym ale nie  mi.Zapewne dlatego, że się różnie od 'normalnych' ludzi.             
-Nie wiem tego...Wiesz przecież, że nikt o nas nie wie, a jakbyś się od razu do mnie wprowadziła mogłoby się zrobić nieprzyjemnie-z barwy głosu wnioskowałam, że smuciło go to wszystko.Doskonale go rozumiałam.Ucałowałam go w nos po czym schowałam twarz w jego piersi i ponownie zamknęłam oczy.Byłam bardzo zmęczona, jednak nie mogłam zasnąć.Nie teraz.Wiedziałam, że gdy tylko odpłynę chłopak bedzie musiał się ulotnić i nie wiadomo kiedy się z nim znowu spotkam.
-Shiroi muszę już iść-usłyszawszy ciepły głos chłopaka otworzyłam gwałtownie oczy i zacisnęłam ręce na jego koszuli.Błagalnym tonem wymamrotałam aby został jeszcze trochę, jednak on zaprzeczał iż musi wracać bo zaraz obudzą się moi rodzice i młodszy brat.Odwróciłam się na drugi bok i zacisnęłam ręce na pościeli.Nie chciałam patrzeć na chłopaka, byłoby mi trudniej się z nim rozstać
-Nie obrażaj się...-pocałował mnie w policzek po czym wstał i podniósł swój nóż
-Idź skoro musisz-mruknełam i nawet nie raczyłam na niego spojrzeć.Kiedy chłopak próbował spojrzeć mi w oczy położyłam się na brzuchu i powstrzymując szloch czekałam aż coś zrobi.Niestety nie doczekałam się tego.                  
-Do zobaczenia Shiroi-chłopak otworzył okno i wyskoczył przez nie gładko lądując na ziemi.Natomiast ja rozpłakałam się na dobre.
Wkrótce zasnęłam ze zmęczenia. Następnego dnia obudziłam się tak o szesnastej.Nikogo nie było w domu.Zeszłam na dół po schodach i znalazłam kartkę na blacie: 'Wyjechaliśmy do babci.Wrócimy za tydzień.Pieniądze są w szkatułce mamy'.Uśmiechnęłam się.Jeśli Jeff przyjdzie tej nocy bedzie mógł zostać dłużej.Tylko o tym marzyłam.Wieczorem usiadłam na parapecie i uporczywie wypatrywałam chłopaka.Mijały godziny a go jeszcze nie było.Chyba nie miał zamiaru mnie odwiedzić.Cicho westchnęłam po czym położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy.Po upływie dwudziestu minut usłyszałam jakiś szelest-To pewnie szop-mruknęłam do siebie.Po chwili usłyszałam pukanie w okno.Odwróciłam się.W pewnej chwili zamarłam.To nie był Jeff.To był Laughing Jack.Wyjęłam nóż spod poduszki i skierowałam w jego stronę.Nie wiedząc czemu otworzyłam mu okno.Stanął przede mną i wpatrywał się w nóż.
-Shiroi myślisz że się wystraszę?-po chwili rozbrzmiał się jego psychiczny śmiech.Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko i wyrwał mi nóż po czym przyłożył mi go do gardła.
-Teraz cię nikt nie uratuje...Nawet Jeff-Chłopak miał mi podciąć gardło gdy nagle usłyszałam jakiś trzask a po chwili łomot.                    
-Zostaw ją Jack-syknął Jeff i odepchnął go ode mnie tym samym stając w mojej obronie.Spojrzał na mnie z troską po czym spytał:
-Nic ci nie jest?-najwyraźniej się martwił.Uśmiechnęłam się blado do chłopaka i pokiwałam głową na znak, że wszystko ze mną w porządku.
-Jeffrey...Miło cię widzieć-mruknął Jack po czym zniknął i pojawił się na łóżku obok mnie.Objął mnie w tali i przysunął do siebie a wolną ręką chwycił mój podbrudek 'każąc' mi patrzeć mu w oczy-Ciekawe co teraz zrobisz...-pocałował mnie w usta.Z całych sił starałam się go odepchnąć od siebie jednak to nie dało rezultatów.Po chwili znów zniknął i tym razem pojawił się obok mojego ukochanego.Spojrzałam na nich obu spanikowana tym co zaszło.Jeff zacisnął palce na rączce od noża, a po chwili zbliżył się do mnie i uniósł go do góry.Siedziałam przerażona i nie mogłam nic z siebie wydusić.Po chwili jednak wymamrotałam:    
-Proszę nie rób mi krzywdy-po moich policzkach spłynęły łzy.
Czarnowłosy wysłuchał mojej prośby i zwrócił się w stronę winowajcy:
-To za Shiroi-rzucił się na niego i poczoł dźgać go nożem w klatkę piersiową.Po trzech ciosach Jack zmienił się w chmarę czarnego dymu i zniknął.Ten tchórz po prostu uciekł.Zacisnęłam rękę na pościeli po czym ze strachem w oczach spojrzałam na osobę którą kochałam najmocniej na świecie.
-Należysz do mnie...A ten kto cię choćby dotknie...zginie-spojrzał na mnie a chwilę później przytulił i odłożył umazany krwią nóż na szafeczkę.          
-Przepraszam, że nie zdołałam go odepchnąć-wymamrotałam i wtuliłam się w jego pierś.Chłopak zaczął głaskać mnie po głowie.                                                      
 -Nie przepraszaj mnie...Co prawda zabolało mnie to co zobaczyłem-cicho westchnął.
Jeffa to bolało? Nie mogłam z początku uwierzyć w jego słowa.Pocałowałam go w usta i pogłaskałam go po policzku z lekkim uśmiechem na twarzy.      
-Proszę zapomnijmy o tym...Moich rodziców i brata nie będzie do poniedziałku...Zostaniesz tutaj?-spytałam niepewnie i spojrzałam mu w oczy.Zależało mi na tym by odpowiedział 'tak'. Przez chwilę siedzieliśmy w zupełnej ciszy.Denerwowałam się, nawet nie wiem czemu.Może dlatego, że nie chciałam go ponownie stracić.Po chwili chłopak cicho westchnął.Od razu wiedziałam co to oznacza.Zastanawia się jak delikatnie odmówić.                                        
-Oczywiście, że zostanę...-uśmiechnął się ciepło a po chwili pocałował mnie w czoło.Zatkało mnie.Jeff się zgodził.Po chwili uśmiechnęłam się szeroko i mocno go przytuliłam.                              
-Dziękuję Ci!-pocałowałam go w nosek.Cieszyłam się jak głupia.Pogłaskałam ją go po policzku-Idziemy na dół?-spytałam patrząc mu prosto w oczy.Miałam ochotę obejrzeć jakiś film wtulona w niego
-Jeśli chcesz...-obydwoje wstaliśmy i  zeszliśmy na dół po kręconych schodach.Usiedliśmy na kanapie, a ja włączyłam telewizor.                                   
-To co oglądamy?-spojrzałam na chłopaka.Znając życie i go odpowie, że horror.Ja jednak wolałabym komedię, najlepiej romantyczną.
-Komedię romantyczną...-Kiedy to usłyszałam zatkało mnie.Jeff i komedia romantyczna?Czy to koniec świata?A może on potrafi czytać w myślach?
-Kim jesteś i co zrobiłeś z Jeffreyem?-uważnie mu się przyjrzałam.A co jeśli to jakiś robot?Hm...prawdopodobne...Ale czy wtedy nie byłby taką ciepłą kluseczką...Pogubiłam się już.Po chwili chłopak się cicho zaśmiał
-To ja Jeff...-odpowiedział z uśmiechem i pocałował mnie w szyję.To jednak był on.Uśmiechnęłam się lekko po czym wtuliłam się w jego pierś.Ziewnęłam i przymknęłam oczy.
Ciąg Dalszy Nastąpi...